środa, 1 lipca 2015

#28

Dzisiaj dopiero środa, a ja już z niecierpliwością wiercę się w oczekiwaniu na piątek.
Robiąc plany na weekend odhaczam mecze z zastrzeżeniem że oprócz tego mogę korzystać z wakacji i bawić się jak zwykły normalny człowiek.
Dzisiaj trochę plażówki, na Twitterze niejeden post dotyczy zapchanego kalendarza kibica.
Tak naprawdę towarzystwo zwykle reaguje zaskoczeniem kiedy odkładam w nieskończoność jakieś spotkanie albo ociągam się z wyjściem na miasto bo mecz.
Trochę zwierzeń jeszcze nikomu nie zaszkodziło a moje Twitterowe doświadczenie mówi mi, że nie tylko ja czuję się jak kosmita z moją miłością do reprezentacji. Siadając dzisiaj do klawiatury nie miałam zupełnie żadnego pomysłu na posta, w miarę pisania postanowiłam wspomnieć o miłości kibiców do reprezentacji. Można by o tym napisać nie tylko ten mały artykuł na amatorskim blogu, niejeden felieton profesjonalnego dziennikarza, ale dobrą powieść lub nawet trylogię i scenariusz filmu, który nie byłby gorszy od miłosnych historii Nicholasa Sparksa.
My, nastolatki, znamy uczucie przywiązania. Zestawmy to z miłością do sportu. Niby tak pretensjonalne wyrażenie, powtarzane na łamach wielu magazynów, ale nikt nigdy na dobrą sprawę nie zastanowił się czym jest owa miłość.
Miłość do siatkówki to odkładanie życia towarzyskiego na bok dla kilkunastu facetów na ekranie telewizora.
Miłość do siatkówki to oddawanie oszczędności na bilety, podróże, żeby móc znaleźć się jak najbliżej swojej ukochanej drużyny.
Miłość do siatkówki to zdzieranie gardła, chroniczny stres i niejeden uszczerbek na zdrowiu tylko dlatego, że mecz jest ważny, a drużyna postanowiła zabawić się nerwami kibiców (oczywiście nie specjalnie, oni nigdy nie robią tego specjalnie, nigdy. ever.) #sarkazm
Miłość do siatkówki to spędzanie nocy przed ekranem zamiast w ciepłym łóżku.
Polscy kibice to duuuuuuuuużo miłości do siatkówki.
Czekamy na piątek... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz